14.01.2010

piątek, 15 stycznia



Dzisiaj z moim synem przeczytałem Ewangelię i to On zadziwił mnie interpretacją słów Pisma.
- Tato, Jezus najpierw musiał uzdrowić jego duszę, by zdrowe stało się jego ciało.
Słowa Szymona, mojego syna, poruszyły mnie do głębi. Wzruszyły i dotknęły. Jakiekolwiek słowa dodane tu przeze mnie są niepotrzebne, zbędne.
        Dziękuję Ci Panie za mojego Syna! Za Twoją miłość i jego rozumienie Ciebie.


Mk 2, 1-12

Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus widząc ich wiarę rzekł do paralityka: "Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy". 
A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w duszy: "Czemu tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?" 
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: "Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej powiedzieć do paralityka: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy też powiedzieć: «Wstań, weź swoje łoże i chodź»? Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów" - rzekł do paralityka: "Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu". On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: "Jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego".


13.01.2010

czwartek, 14 stycznia



Uzdrowiłeś mnie i też rozgłaszam to wszechświatu. Najczęściej powtarzam TO – sobie.
Mój trąd swędział, piekł i codzienne pojawiał się w kolejnych miejscach. Czułem się cały zainfekowany, wręcz zbutwiały. Nie szukałem jednak drogi. Łaziłem i wędrowałem, ale sensu nie dostrzegałem w tym wcale. Ale Ty zobaczyłeś mój ból, moje wątpliwości. Zacząłem spotykać ludzi, Twoich wysłanników, powierników. Każdy mnie czegoś nauczył, coś pokazał. Zacząłem słuchać i patrzeć.
Przyjaciel, kiedyś w kazaniu mówił do wiernych, a ja czułem, że mówi tylko do mnie. Czułem z każdym słowem, że wytycza mi nowego szlaki i ukazuje Twoją wielkość i Twoje światło.
Niech nie gaśnie, idę z nim i ku niemu.

Mk 1, 40-45

Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: "Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić". Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: "Chcę, bądź oczyszczony". Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.
Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: "Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich". 
Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.


12.01.2010

środa, 13 stycznia



Żartem: nie wiedziałem, nie pamiętałem, że Jezus uzdrawiał teściową…
Pozwoliłem sobie na ten żart, bo wiem, że masz poczucie humoru, a rozbawiła mnie ta sytuacja…
Wiem, jest wielka w Tobie moc i wielka wiara w ludzi. Gdziekolwiek się pojawiłeś nie odmawiałeś, nie przepędzałeś, słuchałeś, uzdrawiałeś.
Twoja wiara w człowieka jest niepojęta. Tyle razy zostałeś skrzywdzony, opluty, odepchnięty, ale nigdy, przenigdy nie odmówiłeś pomocy. Nie oczekiwałeś NICZEGO W ZAMIAN. Ci, którzy w Ciebie uwierzyli są uzdrowieni. Ci, którzy poranieni, nadal mogą liczyć na Twoją ŁASKĘ.


Mk 1, 29-39

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę. Gorączka ją opuściła i usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. 
Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: "Wszyscy Cię szukają". Lecz On rzekł do nich: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem". I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.


11.01.2010

wtorek, 12 stycznia



Co z tego, że byłem w świątyni? Co z tego, że składałem Ci pokłon, gdy w moim sercu był gniew, żal i pustka.
Myślę Panie, że zły duch opuścił mnie. Moje jestestwo. Moje trwanie. Moje oczyszczenie też było pełne krzyku, pełne targania się i rzucania od ściany do ściany.
Zwykle mówi się, że każdy zasługuje na drugą szansę. Prosiłem o nią i ja. Ale to była zła modlitwa, źle sformułowana. Ty nie gardzisz, nie szantażujesz. Ty jesteś i wyciągasz ku mnie Swoją Dłoń. A Twoje słowa dodają mi nie tylko otuchy, ale są wskazaniem drogi, w Tobie i z Tobą.

Mk 1, 21-28

W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.
Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży". Lecz Jezus rozkazał mu surowo: "Milcz i wyjdź z niego". Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. 
A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: "Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne". I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.


10.01.2010

poniedziałek, 11 stycznia



Łowić ludzi. Mieć sieć. Być szczęśliwym nawet z jeden złowionej ryby, dobrej myśli, niezwykłego uczynku.
Tym razem to Ewangelia świętego Marka nawiązuje do niezwykłego zachowania uczniów Chrystusa. Zostawili wszystko, co było ważne dla nich do tej pory, by uzyskać wszystko, co nieznane, co daje wolność, zbawienie i miłość Pana.
Nigdy nie chciałem nauczać, ale chcę się uczyć. Czuję, więc, że jestem zagubioną rybą z ławicy, ta która świadomie wpadła w sieć, która oddała się Panu i Jego uczniom.
NIE ZAWSZE jestem pewien, że obrałem dobry kierunek, ale coraz częściej dopada mnie myśl, że nie miałem wyjścia. I nie jest to desperacja, ucieczka, zatracenie, głupota. To świadomy wybór, właściwa droga.
Poniósł mnie prąd, przed którym beznadziejnie i niepotrzebnie broniłem się przez lata…: moich porażek i wygranych. Tylko czy zawsze dobrze i właściwie oceniałem, – co jest, CZYM? Czy porażki zawsze nimi były, a czy wygrane nie okazywały się w konsekwencji elementem, kostką domina, która pociągała mnie w dół?
Panie, ja syn T. i B – ojciec W. i Sz. wsiadam do Twojej łodzi i staram się rozsupłać, oczyścić swoją sieć. Życie. Ufam Panu i Jego wyrokom. Czekam na zadania i właściwe Tobie, rozwiązania.


Mk 1, 14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".
Przechodząc brzegiem Jeziora Galilejskiego ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do niech: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi". I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. 
Idąc nieco dalej ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.


9.01.2010

niedziela, 10 stycznia



Jezus przyjął chrzest, bo jest jednym z nas. Człowiekiem, którego umiłował Bóg.
Zaświadczyć, że jest jednym z nas było ogromnym wyzwaniem. Dla wielu niepojętym, bo skoro jest Bogiem, po co staje w kolejce do Jana, dlaczego? Tak myśli człowiek mały, którego zżera i pycha i kompleks. Bóg jest z Nas, ale przede wszystkim jest dla nas. Żebyśmy wreszcie zrozumieli, że Jego przybycie, wędrowanie i oddanie się, miało i ma sens.
                Świadectwo Chrystusa ma jeszcze jeden – dla mnie – ogromny walor. Jak bardzo trzeba umiłować ludzi, że będąc na Ziemi, Pan uszanował heroizm i wielkość Jana. Poddał mu się. A Jan z pokorą ochrzcił Jezusa. Dla mnie, dla Ciebie, dla Nas.
Dla ŚWIADECTWA.


Łk 3, 15-16. 21-22

Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: "Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem". Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: "Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie".

8.01.2010

sobota, 9 stycznia



Wiem, że osiągasz nieosiągalne. Wiem, że potrafisz wszystko. Nasza rozmowa musi trwać nadal.
Panie, przez ostatnie dni nagadałem się z Tobą jak dawno. Mówiłem i prosiłem byś mi nie przerywał i mnie wysłuchał. Uczyniłeś to. Wiem, że mnie rozumiesz. Wiesz, że Cię nie opuszczę. Wiem, że będziesz i jesteś OBOK, TU.
Bez Ciebie Ta droga nie miałaby sensu, byłaby wybrykiem. A ja chcę trwać, a ja chcę zmierzyć się z własnymi strachami. Myślałem, że jestem skazany na porażkę. Ale widzę, że mogę, że potrafię. Chcę. Nie jestem skazany, jestem wyzwolony.


Mk 6, 45-52

Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić.
Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. 
Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: "Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się". I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy, że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.