04.02.2011

piątek, 4 lutego


W strachu Heroda jest naturalność, jest nasza codzienność.
Nie zabiłem nikogo. Na pewno nie ciałem. A słowem? Te słowa śmiertelne, raniące wracają jak sztylety. Nakłuwają, tną. Oczyszczają sumienie czy je pogrążają?
W zachłanności, przebiegłości, gniewie Herodiady jest początek i koniec planowania grzechu. Zysk jest wszystkim czego pragniemy, więc planujemy jak go osiągnąć, nie bacząc często na nic i nikogo.
W pragnieniach Heroda jest zwierciadło naszych pragnień. Żądzę nie liczą się z ofiarami.
Czy jesteśmy aż tak źli? Jakie mam prawo używać liczby mnogiej i oceniać innych? My – to także ja. Ja to także wy. Wiem, co piszę. Dlaczego rozumienie słów, nie opamiętało mnie przed czynami, przed grzechem?



Mk 6, 14-29

Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: "Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim". Inni zaś mówili: "To jest Eliasz"; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: "To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał".
Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: "Nie wolno ci mieć żony twego brata". A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: "Proś mnie, o co chcesz, a dam ci". Nawet jej przysiągł: "Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa". Ona wyszła i zapytała swą matkę: "O co mam prosić?" Ta odpowiedziała: "O głowę Jana Chrzciciela".
Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: "Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela". A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swojej matce.
Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz