7.02.2011

poniedziałek, 7 lutego


DOTKNĄĆ. ZROZUMIEĆ. CHCIEĆ.
Dotknąć Jezusa. Jego dzieła. Jego słów. Sensu Jego istnienia. Cierpienia.
Zrozumieć dzieło, słowa, sens. Cierpienie.
Chcieć dotknąć i zrozumieć.
Dotknąć samego siebie. Zrozumieć samego siebie. Chcieć nie cierpieć. 


Mk 6, 53-56

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.
Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

6.02.2011

niedziela, 6 lutego


Drogowskaz dla kapłanów. Ale czy tylko? Światłem może być każdy, kto nosi w sercu Jezusa. Ja wciąż w cieniu. Wciąż w drodze.


Ty jesteś
ale i ja jestem drogą
kiedyś gładką
teraz wyboistą
przeszło przeze mnie tyle ludzi
niektóre stopy dotykały mnie lekko
inne deptały twardo

Ty ciągle przeze mnie przechodzisz
jestem drogą Twojej nadziei
jestem Twoją drogą
jestem Twoją drogą trudną
znaczoną jagodami ciemnej krwi
z wyrytą w kurzu poszarpaną bruzdą

kiedy upadasz przeze mnie
wtedy jesteśmy najbliżej
czuję jak bije umęczone serce
zanim się zdążysz poderwać
żeby iść dalej we mnie

jestem Twoją drogą krzyżową
jestem Twoim skrzyżowaniem dróg

(Droga, Janusz St. Pasierb)




Mt 5, 13-16


Jezus powiedział do swoich uczniów: "Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.
Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie".

5.02.2011

sobota, 5 lutego


W tłumie tkwi siła, w tłumie jest przegrana.
Przeraża mnie tłum. Boję się go jak grzechu. Nie ma w nim nic co by mnie uwiodło. Jestem pełen lęku. W każdym człowieku jest dobro. W każdym tłumie jest zło. A Pan ulitował się nad tłumem. Bo jeżeli udało mi się nawrócić chociaż jednego grzesznika, to czyż nie było warto?

Niepodlegli nicości, podajemy dalej
niebotyczne pismo obłoków,

podawajmy je z ust, do ust.

(Podajcie dalej, Ryszard Krynicki)


Mk 6, 30-34

Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: "Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco". Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

4.02.2011

piątek, 4 lutego


W strachu Heroda jest naturalność, jest nasza codzienność.
Nie zabiłem nikogo. Na pewno nie ciałem. A słowem? Te słowa śmiertelne, raniące wracają jak sztylety. Nakłuwają, tną. Oczyszczają sumienie czy je pogrążają?
W zachłanności, przebiegłości, gniewie Herodiady jest początek i koniec planowania grzechu. Zysk jest wszystkim czego pragniemy, więc planujemy jak go osiągnąć, nie bacząc często na nic i nikogo.
W pragnieniach Heroda jest zwierciadło naszych pragnień. Żądzę nie liczą się z ofiarami.
Czy jesteśmy aż tak źli? Jakie mam prawo używać liczby mnogiej i oceniać innych? My – to także ja. Ja to także wy. Wiem, co piszę. Dlaczego rozumienie słów, nie opamiętało mnie przed czynami, przed grzechem?



Mk 6, 14-29

Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: "Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim". Inni zaś mówili: "To jest Eliasz"; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: "To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał".
Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: "Nie wolno ci mieć żony twego brata". A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: "Proś mnie, o co chcesz, a dam ci". Nawet jej przysiągł: "Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa". Ona wyszła i zapytała swą matkę: "O co mam prosić?" Ta odpowiedziała: "O głowę Jana Chrzciciela".
Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: "Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela". A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swojej matce.
Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

3.02.2011

czwartek, 3 lutego


Wezwać do nawrócenia, to za mało.

Czasami myślę że jestem próbą
eksperymentem przed większym zadaniem
które przeznaczy Bóg nieznanej z istot
choć nie ma dla niej nawet szkicu planu

I w tym pokrzepienie: bo chociaż On
wiedzie w najkrwawsze mnie retory
gdzie składam siebie na ofiarę
ale już Anioł schodzi do cierpiącej

i umęczoną – bez ziemskiej nadziei -
unosi się w eter: w doskonalsze kręgi
i stąd pociecha: nawet opuszczony
przez krew – liczysz się w przestworze

szczegół Wielkiego Projektu

(*** Tomasz Soldenhoff)


Mk 6, 7-13

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi. I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. "Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien".
I mówił do nich: "Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich". Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

2.02.2011

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO

Oddać się opiekę Pana, służyć, słuchać, rozumieć.
Czy tak właśnie robimy, gdy decydujemy się ochrzcić nasze dzieci? Czy wtedy ofiarowujemy je Panu? Czy one tego chcą? Czy Pan tego potrzebuje?
Czy chrzest poza wymiarem symbolicznym ma jakikolwiek sens? Czy nie przymuszamy narodzonych do własnych wyborów? Jakie mamy prawo decydować o życiu innego człowieka? A jeżeli on nie chcę, jeżeli zdecyduje później?
Stawiam te pytania, trochę prowokacyjnie, trochę z przekory. Nie będę na nie odpowiadał przez następne sześć akapitów. Napiszę coś, co wyjaśnia moje postrzeganie wiary.
Chrzest, to symbol. To decyzja. To wybór. To obowiązek. Decydując się ofiarować swoje dziecko Bogu, muszę i chcę zrobić wszystko, aby poznawało ono Pana i nauczyło się z Nim rozmawiać. Mam słabe wyniki z tego egzaminu. Córka mieszka daleko stąd, Syn bywa u mnie. Ale to bywanie staram się zamienić w czas święty, znaleźć słowa własne i w odpowiednich książkach, by tłumaczyć synowi, dlaczego został ofiarowany Bogu i jak wielkie jest miłosierdzie Pana.
Te rozmowy wyciszają nas obu, dają wytchnienie w codziennej gonitwie. Tymi rozmowami dbam o siebie, o niego, ale nigdy nie chcę, aby zapomniał o Ojcu w niebie.
Co z tą wiedzą zrobi w przyszłości?
On i Pan zdecydują.


Łk 2, 22-40

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: "Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu". Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:

"Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju,
według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela".

Koniec krótszej perykopy

A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu".
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.
Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

1.02.2011

wtorek, 1 lutego


Wiara czyni cuda, a zwątpienie żywi się grzechem.
Kobieta marzyła, by dotknąć płaszcza Jezusa. Wierzyła, że TO odmieni to jej świat, odsunie ból i cierpienie.
Jair prosił jedynie o dotknięcie. Wiedział, że dotyk Pana uratuje życie jego córki.
Czy można AŻ TAK wierzyć, tak silnie i bezwzględnie? W bólu nie szukać pogardy dla życia, tylko ufać Jezusowi. Dla mnie to nieosiągalna metafizyka, stan nierzeczywisty. Niepojęty dla rozumu. Mojego.
We mnie, człowieku pokaleczonym i poranionym, ran swoich nie goję wiarą, lecz sieję wokół zwątpienie. A ono żywi się grzechem.
To szczere wyznanie, nie hasło na afisz. To publiczna spowiedź.
Szukam rozwiązania dla swojego życia, ale czy w ogóle wiem jakie rozwiązanie dałoby mi poczucie spełnienia?
Mógłbym teraz ułożyć w litanie swoje pragnienia i tęsknoty. Ale czy poza ich nazwaniem robię cokolwiek by stały się one realne? Czy po pierwszej przegranej, z góry przewiduje pasma porażek?
Zaufać Jezusowi, że to On mnie prowadzi, a nie przypadek. Zaufać!


Mk 5, 21-43

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: "Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła". Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd Go ściskali.
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc zbliżyła się z tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: "Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa". Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości.
A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: "Kto dotknął się mojego płaszcza?" Odpowiedzieli Mu uczniowie: "Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: «Kto się Mnie dotknął?»" On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości".
Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: "Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?" Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: "Nie bój się, wierz tylko". I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.
Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: "Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi". I wyśmiewali Go.
Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: "Talitha kum", to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań". Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.