Nauczyciela mi potrzeba.
Mam w sobie tyle pychy, ale jednak wiem, że gdy ktoś „zrobi na mnie wrażenie” słowem i ciałem, jestem w stanie porzucić swoją wyższość i pójść za nowo poznanym.
Jezusa, poznaję codziennie. Nie tylko przez czytanie Pisma, ale przez Jego znaki, w innych ludziach, w słowach, w milczeniu, w kamieniu i w wodzie. Ale rzadko myślę o Jezusie jako nauczycielu. Częściej wybieram opcję: „Przyjaciel”. I nie porzucając swoich przyzwyczajeń, powinienem jednak więcej słuchać, a mnie „gadać”, zagadywać.
Powinienem w Jego imieniu i z Jego imieniem zmieniać to co mogę zmienić i pogodzić się z tym, co już pozostanie takim jakim jest.
J 1, 35-42
Jan Chrzciciel stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: "Oto Baranek Boży". Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.
Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: "Czego szukacie?" Oni powiedzieli do Niego: "Rabbi! (to znaczy: Nauczycielu), gdzie mieszkasz?" Odpowiedział im: "Chodźcie, a zobaczycie". Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.
Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: "Znaleźliśmy Mesjasza" (to znaczy: Chrystusa). I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: "Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas" (to znaczy: Piotr).
Uzależniony, zdrowiejący żyję 24 godzinami. Chcę dokładniej, prawdziwie. Dlatego codziennie będę starał się rozumieć Ewangelię i tłumaczyć... JĄ SOBIE. Nie jestem uczony w Piśmie.
4.01.2011
3.01.2011
poniedziałek, 3 stycznia
Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata.
Gładzi, czy wygładza?
Zgładzić – ostre słowo, gładzić – delikatność, niczym puch.
Jezus narodził się jako człowiek, by wypełniło się słowo. Przyszedł, umarł, zmartwychwstał.
Ale dlaczego musiał umierać? Tylko dla słów? Bo tak „wymyślił” Bóg?
Umarł? Został zabity! Ojciec „wymyślił”? Człowiek zabił człowieka. Ze strachu, z nienawiści, z niewiedzy, z podłości... z grzechu.
Grzech nazwać i zrozumieć.
Grzech pojąć i objąć.
Grzech oddać i wyrzucić.
Z grzechem nie jest jak ze słowem. Nie jest jak z książką. Nie jest darowany. Nie jest śmieciem. Grzech jest pierworodny, nie dlatego, że dwoje ludzi kochając się spłodziło dziecko. Grzech jest pierworodny w morderstwie Jezusa.
Takie same przyczyny. Różne konsekwencje.
Gdy kłamię, oszukuję, nie dotrzymuję słowa – czyż wtedy nie jestem podobny to faryzeuszy, uczniów, tłumu, Piłata? Nie tylko, że jestem podobny, jestem taki sam.
Baranek Boży pozwala mi jednak na próby. Pozwala mi po upadku podnieść się. Pozwala naprawiać krzywdy. Pozwala wybaczać i prosić o przebaczenie.
Jezus jest przyjacielem. Warto, abym o tym nie zapominał.
J 1, 29-34
Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: «Po mnie przyjdzie mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi".
Jan dał takie świadectwo: "Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: «Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym». Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym".
Gładzi, czy wygładza?
Zgładzić – ostre słowo, gładzić – delikatność, niczym puch.
Jezus narodził się jako człowiek, by wypełniło się słowo. Przyszedł, umarł, zmartwychwstał.
Ale dlaczego musiał umierać? Tylko dla słów? Bo tak „wymyślił” Bóg?
Umarł? Został zabity! Ojciec „wymyślił”? Człowiek zabił człowieka. Ze strachu, z nienawiści, z niewiedzy, z podłości... z grzechu.
Grzech nazwać i zrozumieć.
Grzech pojąć i objąć.
Grzech oddać i wyrzucić.
Z grzechem nie jest jak ze słowem. Nie jest jak z książką. Nie jest darowany. Nie jest śmieciem. Grzech jest pierworodny, nie dlatego, że dwoje ludzi kochając się spłodziło dziecko. Grzech jest pierworodny w morderstwie Jezusa.
Takie same przyczyny. Różne konsekwencje.
Gdy kłamię, oszukuję, nie dotrzymuję słowa – czyż wtedy nie jestem podobny to faryzeuszy, uczniów, tłumu, Piłata? Nie tylko, że jestem podobny, jestem taki sam.
Baranek Boży pozwala mi jednak na próby. Pozwala mi po upadku podnieść się. Pozwala naprawiać krzywdy. Pozwala wybaczać i prosić o przebaczenie.
Jezus jest przyjacielem. Warto, abym o tym nie zapominał.
J 1, 29-34
Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: «Po mnie przyjdzie mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi".
Jan dał takie świadectwo: "Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: «Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym». Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym".
2.01.2011
niedziela, 2 stycznia
Obudziło się we mnie wspomnie pięknego wiersza Anny Kamieńskiej.
Brzeg
Potrzebna mi jeszcze trudniejsza jasność
ciemność jeszcze trudniejsza
znowu stoję na progu
z milczeniem co krzyczy bez głosu
czas w ciemności dojrzewa
nim blaskiem spadnie
słowo nie może być celem
sens rzeczy jest poza nim
Znowu stoję na brzegu
noc mnie z głową nakrywa
wielkie światło z głębin wypływa
most buduje dla niemożliwości
J 1, 1-18
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.
Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: "Ten był, o którym powiedziałem: «Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
Brzeg
Potrzebna mi jeszcze trudniejsza jasność
ciemność jeszcze trudniejsza
znowu stoję na progu
z milczeniem co krzyczy bez głosu
czas w ciemności dojrzewa
nim blaskiem spadnie
słowo nie może być celem
sens rzeczy jest poza nim
Znowu stoję na brzegu
noc mnie z głową nakrywa
wielkie światło z głębin wypływa
most buduje dla niemożliwości
J 1, 1-18
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.
Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: "Ten był, o którym powiedziałem: «Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
1.01.2011
sobota, 1 stycznia
Imię nadane przez Ojca, imię ukochane przez Matkę.
Jako nastolatek „wymyśliłem”, że moje dzieci będą miały na imię Weronika i Szymon. Fascynacja Drogą Krzyżową ogarnęła mnie wtedy na wiele miesięcy. Pisałem jak szalony własne wersje wejścia na Golgotę. Opisywałem każdą stację. Omawiałem niezdarnym językiem uczniów Jezusa. O Judaszu pisałem najwięcej. Nagrałem nawet dramat, gdzie grałem na głosy Judasz, Piotra i Piłata. A potem myślałem tylko o Weronice i Szymonie.
W dorosłym życiu dopełniłem postanowienia.
Przekonałem Matki moich dzieci do tych imion. Imion ludzi zagubionych, ale jakże wspaniałych.
Ludzi bliskich Jezusowi.
Łk 2, 16-21
Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.
Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.
Jako nastolatek „wymyśliłem”, że moje dzieci będą miały na imię Weronika i Szymon. Fascynacja Drogą Krzyżową ogarnęła mnie wtedy na wiele miesięcy. Pisałem jak szalony własne wersje wejścia na Golgotę. Opisywałem każdą stację. Omawiałem niezdarnym językiem uczniów Jezusa. O Judaszu pisałem najwięcej. Nagrałem nawet dramat, gdzie grałem na głosy Judasz, Piotra i Piłata. A potem myślałem tylko o Weronice i Szymonie.
W dorosłym życiu dopełniłem postanowienia.
Przekonałem Matki moich dzieci do tych imion. Imion ludzi zagubionych, ale jakże wspaniałych.
Ludzi bliskich Jezusowi.
Łk 2, 16-21
Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.
Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.
31.12.2010
piątek, 31 grudnia
Wspaniała Ewangelia.
Nie darzę wielkim uczuciem św. Jana. Jest dla mnie nieobiektywny, wręcz służalczy. Ale TA Ewangelia jest wspaniała.
Poezja smaku. Milion interpretacji dla ludzi niewierzących. A dla katolików? Wypełniło się Słowo. Jezus się narodził, Jezus umarł na krzyżu, Jezus zmartwychwstał.
Ale zapomnijmy O TYM. Pomyślmy o sobie i od dobrego słowa zacznijmy nowe życie, nową drogę, Nowy Rok.
Łatwiej nam będzie zrozumieć sens tego zdania: Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
Niech tak będzie ZAWSZE.
J 1, 1-18
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: "Ten był, o którym powiedziałem: «Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie»". Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
Nie darzę wielkim uczuciem św. Jana. Jest dla mnie nieobiektywny, wręcz służalczy. Ale TA Ewangelia jest wspaniała.
Poezja smaku. Milion interpretacji dla ludzi niewierzących. A dla katolików? Wypełniło się Słowo. Jezus się narodził, Jezus umarł na krzyżu, Jezus zmartwychwstał.
Ale zapomnijmy O TYM. Pomyślmy o sobie i od dobrego słowa zacznijmy nowe życie, nową drogę, Nowy Rok.
Łatwiej nam będzie zrozumieć sens tego zdania: Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
Niech tak będzie ZAWSZE.
J 1, 1-18
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: "Ten był, o którym powiedziałem: «Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie»". Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
30.12.2010
czwartek, 30 grudnia
Mówić o Jezusie. Nie rozpowiadać. Ale mówić i próbować zrozumieć.
Spotkałem kilka dni temu starą kobietę. Twarz w bruzdach, dłonie popękane mrozem życia. Unikam rozmów, gdy czuję od kogoś alkohol. A tak było i w tym wypadku. Ale kobieta nie dawała za wygraną i czepiała się moich oczu. Nie była pijana, więc może to mój węch zawinił. Złe rozpoznanie.
Poprosiła o część gazety, którą czytałem. Potem o całą. Następnie o wafelka. Po chwili, gdy wróciłem do przedziału, o papierosa. Chciała też pieniędzy, ale miałem tylko na śniadanie i nie zostawiłem jej „wdowiego grosza”.
Wyglądała źle, ale miała piękne oczy. Smutne, ale piękne. I to one mnie ujęły, gdy wypowiadała ostatnie zdania, zanim wysiadłem.
Modli się pan czasami? - zapytała.
Staram się.
O co?
Dziękuję za każdy dzień i proszę o łaskę dla siebie i innych na kolejne.
A za mnie się pan pomodli?
A jak ma pani na imię?
Nieważne. Mam nadzieję, że Jezus mnie zna. Będzie wiedział o kogo chodzi.
Łk 2, 36-40
Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.
Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
Spotkałem kilka dni temu starą kobietę. Twarz w bruzdach, dłonie popękane mrozem życia. Unikam rozmów, gdy czuję od kogoś alkohol. A tak było i w tym wypadku. Ale kobieta nie dawała za wygraną i czepiała się moich oczu. Nie była pijana, więc może to mój węch zawinił. Złe rozpoznanie.
Poprosiła o część gazety, którą czytałem. Potem o całą. Następnie o wafelka. Po chwili, gdy wróciłem do przedziału, o papierosa. Chciała też pieniędzy, ale miałem tylko na śniadanie i nie zostawiłem jej „wdowiego grosza”.
Wyglądała źle, ale miała piękne oczy. Smutne, ale piękne. I to one mnie ujęły, gdy wypowiadała ostatnie zdania, zanim wysiadłem.
Modli się pan czasami? - zapytała.
Staram się.
O co?
Dziękuję za każdy dzień i proszę o łaskę dla siebie i innych na kolejne.
A za mnie się pan pomodli?
A jak ma pani na imię?
Nieważne. Mam nadzieję, że Jezus mnie zna. Będzie wiedział o kogo chodzi.
Łk 2, 36-40
Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.
Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
29.12.2010
środa, 29 grudnia
Gdy życie biegnie błogo, niewielu z nas zastanawia się nad obecnością Boga. Gdy popadamy w tarapaty, jest (niestety) podobnie.
Marzy mi się życie średnie. Bez wielkim wzlotów, bez wielkich upadków. Proste. Ważne. Potrzebne.
W takimi życiu chcę odnaleźć Pana. Chcę Go zobaczyć.
Gdy żyłem jak chciałem – Jezus był dodatkiem, przystawką. Teraz? Do teraz była daleka droga. Droga zaprzeczeń i wyrzeczeń. Jestem blisko Boga, ale wciąż czuję się oszustem. To wciąż nie jest TO.
Muszę poczuć Jezusa w swoich słowach, czynach. W każdym oddechu.
Łk 2, 22-35
Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: "Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu". Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
"Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela".
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu".
Marzy mi się życie średnie. Bez wielkim wzlotów, bez wielkich upadków. Proste. Ważne. Potrzebne.
W takimi życiu chcę odnaleźć Pana. Chcę Go zobaczyć.
Gdy żyłem jak chciałem – Jezus był dodatkiem, przystawką. Teraz? Do teraz była daleka droga. Droga zaprzeczeń i wyrzeczeń. Jestem blisko Boga, ale wciąż czuję się oszustem. To wciąż nie jest TO.
Muszę poczuć Jezusa w swoich słowach, czynach. W każdym oddechu.
Łk 2, 22-35
Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: "Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu". Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
"Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela".
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu".
Subskrybuj:
Posty (Atom)