28.02.2011

poniedziałek, 28 lutego


Trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. To mam problem.
Piszę to z sarkazmem i przymrużeniem oka. Ale jakby na to nie patrzeć, mam problem z życiem bez pieniędzy. Nie potrafię się przebrać w wór pokutny i wołać Jezu, kocham Cię. Po pierwsze większość uznałaby mnie za wariata, a z drugiej strony czy takie postępowanie nie jest pozbawione sensu? Jest.
Tak, wiem, słowa Pisma mają o wiele głębszy sens, a ja znowu o sobie, znowu o biedzie. Ale tak się składa, że nie jestem biblistą, lecz zagubionym czterdziestolatkiem, który ma w sobie naiwność dziecka, że jeszcze można sporo zmienić, sporo odmienić.
Naiwność nazywaną przez niektórych nadzieją, przez innych poszukiwaniem.


Mk 10, 17-27

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: "Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?"
Jezus mu rzekł: "Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę". On Mu rzekł: "Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości". Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: "Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną". Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.
Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: "Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego". Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: "Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego". A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: "Któż więc może się zbawić?"
Jezus spojrzał na nich i rzekł: "U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe".

27.02.2011

niedziela, 27 lutego


Czy służę dwóm panom? Czy wybieram właściwe drogi, czy dobrze odczytuję znaki?
Gubię się w pytaniach. Ja ważniejszy od ptaków i roślin...
Jak bardzo trzeba wierzyć, by zaufać Temu napomnieniu: Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Okaleczonym językiem
obracam rozżarzony węgiel
przytrzymuję wargami
żeby nie upadł na ziemię

nie rozumiem nigdy
jak z tego bełkotu
z świadectwa kaleki
ludzie mogą czerpać
coś

co im pozwala
żyć
cierpieć
umierać

(słowa, Janusz St. Pasierb)


Mt 6, 24-34

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić; ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu; nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?
Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.
Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie o wiele pewniej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.
Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy".

26.02.2011

sobota, 26 lutego


Gdyby nie dzieci życie straciłoby sens. To dzięki nim i dla nich jeszcze warto, należy, trzeba.

Żeby mamusia budziła co rano
żeby ustawiała kubek mleka na stole
żeby tatuś nie wracał zmęczony
żadna pani nie straszyła w szkole
żeby w albumach niemodne ciotki ożyły
modlę się do Najświętszej Rodziny

(Najświętsza Rodzina, Jan Twardowski)


Mk 10, 13-16

Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus widząc to, oburzył się i rzekł do nich: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego". I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.

25.02.2011

piątek, 25 lutego


Rozmawiałem dzisiaj długo i szczerze z moją żoną, niby byłą, a jednak wciąż obecną.
Ona mi nie ufa. Ja mam żal. Ona ma pretensje, ja łzy i stłumiony krzyk. Ona cierpi, ja cierpię.
A jednak wiem, że rozwód – w tamtym okresie naszego życia – był najlepszym wyjściem. Dzisiaj to wiem. Wcześniej protestowałem, groziłem, krzyczałem, płakałem. Uważałem, że dziecko musi mieć rodziców. Rodziców obok siebie i na co dzień. Po namowach zgodziłem się na rozprawę, na zgodę. I wiem, że stałem się lepszym. Lepszym ojcem, lepszym przyjacielem.
Ale nie potrafimy się od siebie uwolnić. Płaczemy za sobą i śmiejemy się z siebie. Rozumiemy i gniewamy.
Ją przeraża przeszłość, mnie przyszłość.
Ją boli wczoraj, ja boję się jutra.
Rozumiemy się, a jakże się siebie boimy.


Mk 10, 1-12

Jezus przeszedł w granice Judei i Zajordania. Tłumy znowu ściągały do Niego i znowu je nauczał, jak miał zwyczaj. Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: "Co wam nakazał Mojżesz?" Oni rzekli: "Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić".
Wówczas Jezus rzekł do nich: "Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela".
W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: "Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo".

24.02.2011

czwartek, 24 lutego


Nie moja ręka czy noga są powodem grzechu. Wszystko tkwi we mnie, w duszy. Czy mam zatem się jej wyzbyć?
Spóźniłem się na pociąg ze stacji a do stacji c, zimno, dworzec skuty potem i brakiem miejsca. Chciałem robić zdjęcia, nic nie wychodziło. Wyciągnąłem książkę i czekałem na wydarzenia.
To dobry początek do planowania grzechu. Mój początek, bo książka mnie znużyła, nie zachwyciła. Robiły to kobiety na peronie. Jeden błysk to zbyt mało, abym rozważał pożądanie. Ale nudząc się nie planowałem dobrego popołudnia, planowałem i wybierałem złe rozwiązania. Gdy nie masz dokąd wracać, łatwiejszy jest grzech.
Puste mieszkanie przywitało mnie chłodem i nic już nie mogło zmienić moich planów, zamiast choćby jednego dobrego gestu wobec siebie czy innych, poddałem się.
Tchórzostwo, wygoda, brak wiary? Trzy części wszystkiego.
Cały czas wybieram złe rozwiązania, a one prowadzą do kryzysu. Wszędobylskiego.
Słyszałem dzisiaj rozmowę dwóch mężczyzn. Spierali się o wiarę. Rzadkie, a jednak. Obaj byli sceptyczni i utwierdzali się w swoich przekonaniach. Dlaczego się nie odezwałem, dlaczego pozwoliłem na ich wątpliwości? Nie żądam od siebie dewocji i manifestacji, ale dlaczego zaschło mi w gardle? Przecież nie musiałem ich nawracać, wystarczyło poświadczyć.


Mk 9, 41-50

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze.
Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.
Bo każdy ogniem będzie posolony. Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak swój utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą".

23.02.2011

środa, 23 lutego


Nie lubię tego zdania: Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami... Jego nadużywania i przeinaczania.
Lubię to zdanie. Przekornie.
Nie lubię. Bo jest sloganem w ustach zbyt wielu ludzi, dla ludzkich spraw.
Lubię. Bo tak naprawdę kryje się za nim otwartość na dobro. Na innych. Nie musisz być katolikiem, ważne byś dobrze żył.
Bym ja dobrze żył

trzymam oburącz własny mózg
przez skórę i czaszkę
potrząsam nim ze złością
żeby mu jakoś przemówić
do rozumu

(***, Janusz St. Pasierb)


Mk 9, 38-40

Apostoł Jan rzekł do Jezusa: "Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w imię Twoje wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami". Lecz Jezus odrzekł: "Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami".

22.02.2011

wtorek, 22 lutego


Wybrał Piotra. Dlaczego jego? Co w nim dostrzegł? Dlaczego to właśnie on miał zostać papieżem?

Zaczynam podejrzewać
że mnie naprawdę kochasz
skoro z takim uporem
stwarzasz na swój obraz

chcesz się odbijać we mnie
jak w chłodnym jeziorze
które nie dotknięte
ścina się na kamień

twoja bezwzględność
smutek i udręka
przypominają kogoś
o kim wiele
w Biblii

(podobieństwo, Janusz St. Pasierb)


Mt 16, 13-19

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" A oni odpowiedzieli: "Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków". Jezus zapytał ich: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Szymon Piotr: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego". Na to Jezus mu rzekł: "Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr - Opoka, i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie".

21.02.2011

poniedziałek, 21 lutego


Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy.
Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!
Tylko modlitwą i postem.
Często gdy czytam Pismo wyławiam słowa klejnoty, zdania jak sznury pereł. Czasami gapię się na to bogactwo i odejmuję mi mowę, częściej plotę niezrozumiały.
Jak jest dzisiaj? Staram się uczyć, wyciągać wnioski, nauki. Bo przecież nie jest to tylko przypowieść o uzdrowieniu opętanego epileptyka. Jest to wskazówka dla mnie. I słowa Jezusa i ojca chorego. Całość powinna dać mi siłę, nie wprowadzać w kolejny stan zadumy, która nie prowadzi do rozwiązania, lecz stawiania kolejnych pytań. A pytań jest aż nadto, muszę zwracać uwagę na odpowiedzi, podpowiedzi. Tak jest dzisiaj.


Mk 9, 14-29

Gdy Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem zstąpił z góry i przyszedł do uczniów, ujrzał wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: "O czym rozprawiacie z nimi?"
Odpowiedział Mu jeden z tłumu: "Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli".
On zaś rzekł do nich: "O plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie". I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach.
Jezus zapytał ojca: "Od jak dawna to mu się zdarza?" Ten zaś odrzekł: "Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam". Jezus mu odrzekł: "Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy". Natychmiast ojciec chłopca zawołał: "Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!"
A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: "Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego". A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: "On umarł". Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał.
Gdy przyszedł do domu, uczniowie pytali Go na osobności: "Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?" Rzekł im: "Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem".

20.02.2011

niedziela, 20 lutego


Zawsze chełpiłem się, że potrafię wybaczać, zapominać, rozumieć. Nie wiem czy kłamałem, ale na pewno myliłem się.
Nie potrafię nadstawiać drugiego policzka. Gniew odbiera mi mowę i zraniony milknę.
Gdy ktoś próbuję mi coś odebrać, kłamię i manipuluję. Walczę o swoje.
Męczę się. Myślałem, że po blisko trzech latach będę odnosił same sukcesy. A tak się nie dzieje, więc złorzeczę i KRZYCZĘ.
Tylko na prośby zazwyczaj reaguję dobrotliwie. Bo słowo proszę mnie rozczula. Pobudza wrażliwość.
Modlę się za nieprzyjaciół, ale szczerości brakuje w tych słowach, a myśli ogarnia pogarda.
Nie jestem doskonały. Jestem grzeszny. Zbyt często używam słów okrągłych, zbyt rzadko prawdziwych.
Gdybym więcej czynił, a mniej plótł? Gdybym więcej rozumiał, a mniej mędrkował?
Słucham słów Jezusa z pokorą. Nie mogę jednak wypisywać sloganów, skoro w hasłach byłem dobry kiedyś, a teraz proste formułki sprawiają mi trudność.
Słucham słów Jezusa ze zrozumieniem. Nie chcę jednak wybielać swojego życia. Tak czyniłby głupiec, który zapomina, że Jezus jest prawdą i wie o mnie wszystko.
Gubi mnie zadufanie i pewność siebie. Wiem jak nisko upadłem, ale zamiast wyciągać wnioski, to ze swojego bólu uczyniłem sztandar. A nim łopoce mój żal, bieda, smutek. I wydaje się, że czasami, że z głupią dumą chełpię się swoim bólem.
A najzabawniejsze – o paradoksie – jest to, że nadal nie wyzbyłem się cynizmu. Cynizm noszę niczym szatę, a więc jak mam nadstawiać drugi policzek? A nawet gdybym, to zrobił, to myśląc o zysku takiego postępowania.
Moja publiczna spowiedź jest mi potrzebna. Nie dostanę rozgrzeszenia, do momentu, w którym sam sobie nie wybaczę. Ale jest też COŚ ważniejszego. Coś co nie pozwala mi otwierać się na innych. Wrażliwość to cecha, której się nie wyzbędę, ale głupia delikatność, to moja zguba.
Nie potrafię słuchać, nie potrafię przyjmować uwag, napomnień. Wciąż to ja wiem najlepiej. Nieomylny pępek świata. Do momentu, w którym nie spokornieje nic się nie zmieni. NIC.
SŁOWA Jezusa zrozumiem, gdy się zmienię, a to długa droga.


Mt 5, 38-48

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Słyszeliście, że powiedziano: «Oko za oko i ząb za ząb». A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu, lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.
Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował swego bliźniego», a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

19.02.2011

sobota, 19 lutego


ZROZUMIEĆ kim JESTEŚ. Dlaczego jesteś.

Wiem że twoje Słowo jest mieczem
bo jestem rozcięty na dwoje

Wiem że ofiaruję prawdziwe Ciało i Krew
z buntu mojej krwi i mojego ciała

Wiem że twoje Królestwo jest ziarnem
bo mnie rozdziera gdy rośnie

Wiem że jesteś Światłem
bo nic nie widzę

Wiem że jesteś Drogą
nie wiem dokąd idę

Wiem że jesteś Życiem
przecież umieram

(wierzę, Janusz St. Pasierb)


Mk 9, 2-13

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.
Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza". Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni.
I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie". I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.
I pytali Go: "Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że wpierw musi przyjść Eliasz?"
Rzekł im w odpowiedzi: "Istotnie, Eliasz przyjdzie najpierw i naprawi wszystko. Ale jak jest napisane o Synu Człowieczym? Ma On wiele cierpieć i być wzgardzonym. Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i uczynili mu tak, jak chcieli, jak o nim jest napisane".

18.02.2011

piątek, 18 lutego


Nieść swój krzyż to jedno, ale unieść go to często wysiłek ponad siły. Ale upadek nie oznacza przegranej. Nie musi.
Zyskać cały świat – a swoją duszę utracić. Przed tym się bronię, a raczej obroniłem. Wydawało mi się przed laty, że świat mam u stóp. Jakże byłem głupi! Jakże się myliłem.
Boli i uwiera mnie mój upadek, ale gdybym nie osiągnął dna, to czy dostrzegł bym Boga? Zaczął z Nim rozmawiać? Czy poznałbym ludzi, którzy zupełnie bezinteresownie wyciągają do mnie dłoń? Czy to ludzka dłoń Pana? Na pewno jest w tym geście boski dotyk.
Często poddaje się i głoszę to światu. Stoję przed lustrem z obrzydzeniem. Kulę się w fotelu, przyznając się do porażki i ryczę jak niemowlę.
Wydaję dźwięki, które nie są modlitwą, nie są żalem. Są rezygnacją. A potem dzieje się coś małego co staje się wielkie, że odzyskuję siebie. Dla siebie, dla innych, dla Boga. Przez innych. Przez Boga.



Mk 8, 34 - 9, 1

Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.
Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?
Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi".
Mówił także do nich: "Zaprawdę powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy".

17.02.2011

czwartek, 17 lutego


Jesteś nadzieją.

pozwól mi zerwać tę różę
zanim zerwie się burza

pozwól ugryźć chleb
zanim się stanie kamieniem

pozwól pochwycić garść ziemi
nim zacznie płonąć i parzyć

pozwól mi spojrzeć na słońce
nim osypie się popiołem

pozwól dotknąć ustami policzka
nim błyśnie spod niego kość

(nim się to stanie, Janusz St. Pasierb)


Mk 8, 27-33

Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: "Za kogo uważają Mnie ludzie?" Oni Mu odpowiedzieli: "Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków".
On ich zapytał: "A wy za kogo Mnie uważacie?" Odpowiedział Mu Piotr: "Ty jesteś Mesjaszem". Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa.
Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz on obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: "Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie".

16.02.2011

środa, 16 lutego


Widzieć, zobaczyć, dostrzec.
Pytasz mnie Panie, co widzę? A ja wciąż mam zamazany obraz i nadal nie mogę przejrzeć zupełnie, w pełni.
Nadzieja, że wreszcie odzyskam wzrok wciąż się we mnie tli. Bo chcę widzieć, zobaczyć, choćby dostrzec.


Mk 8, 22-26

Jezus i uczniowie przyszli do Betsaidy. Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął. On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: "Czy widzisz co?" A gdy przejrzał, powiedział: "Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa". Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał on zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie. Jezus odesłał go do domu ze słowami: "Tylko do wsi nie wstępuj".

15.02.2011

wtorek, 15 lutego


Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chleba? Bo przestałem liczyć na mannę z nieba. Może mój umysł otępiały. Może nic nie rozumiem. Może nie słyszę i słabo widzę?
Dialog z uczniami ujmuje. Zwodzi i uwodzi. Tyle. Tylko i aż. Ale, gdy myślę, że te słowa są skierowane do mnie, to burzę się. Nie na Jezusa. Na siebie. Naprawdę nie potrafię nie rozprawiać o braku „chleba”. Powietrzem, poezją, zdjęciami i literaturą nie napełnię brzucha. Głupiec ze mnie?! Tak. Może otępiały z głodu miłości. Z głodu zrozumienia i ciągłego strachu o jutro. Zasłużyłem? DO tej pory odpowiadałem: - tak! A dzisiaj mówię: - nie! Nie zasłużyłem. Bo nie jest to gra w szachy. To żadne zawody.
Nie mogę żyć wiarą, zapominając o codzienności. Ubywam mi cech pokutnika. Nigdy też nie deklarowałem, że jestem pustelnikiem. Jestem wędrowcem, który zbłądził, którego wyłącznie dobre rady nie uleczą.


Mk 8, 14-21

Uczniowie Jezusa zapomnieli wziąć chlebów i tylko jeden chleb mieli ze sobą w łodzi. Wtedy Jezus im przykazał: "Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda".
Oni zaczęli rozprawiać między sobą o tym, że nie mają chleba. Jezus zauważył to i rzekł im: "Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chleba? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiały macie umysł? Macie oczy, a nie widzicie: macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?" Odpowiedzieli Mu: "Dwanaście". "A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków?" Odpowiedzieli: "Siedem". I rzekł im: "Jeszcze nie rozumiecie?"

14.02.2011

poniedziałek, 14 lutego


NIE ZNAJDUJĘ słów. Znajduję łzy, ból, szukam ukojenia w Ewangelii i poezji i...

Boże nie zapominaj o tych
o których świat zapomniał
o bezdomnych którzy zasypiają
gdziekolwiek bez zbędnych westchnień
do których spóźniają się dobre wiadomości
i którzy w nieustającej Podróży
tracą kontakt z nadzieją

(Modlitwa, Aleksander Rybczyński)


Łk 10, 1-9


Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.
Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi!» Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu.
Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: «Przybliżyło się do was królestwo Boże»".

13.02.2011

niedziela, 13 lutego

POLECAM SOBIE I INNYM:



Zanim zasiądziesz, aby czytać mądrość Biblii, uklęknij. Powinieneś wiedzieć, czego oczekujesz, pukając do tego domu. Jeśli szukasz błyszczących aforyzmów, szybciej i skuteczniej znajdziesz je na stronie Wikicytaty. Jeśli chcesz prosić o przepis na sukces, szukaj raczej na księgarskiej półce. Jeśli natomiast sięgasz do Biblii, ponieważ odkryłeś pragnienie utkane w głębi i otchłani serca, uklęknij. Tego akurat nie zrobisz przed bestsellerem pozornej głębi, choćby zachwycał i wzruszał.
Mądrość to odkrywanie tego, czym jest dla Boga życie. Czym jest życie w Nim samym, czym jest życie w nas. Nie każdy ateista czy nawet chrześcijanin będzie chciał uznać, że człowiek żyjący jest tajemnicą, która mimo wielowątkowych wyjaśnień tajemnicą pozostanie. Jak w niej zamieszkać i nią nasiąkać? Tego uczy dzisiejsza liturgia słowa.
Możesz rozumieć życie po prostu – jako trwanie w czasie. Ale zwykłe unikanie śmierci nie jest jeszcze pełnią. Bóg kładzie przed tobą „ogień i wodę, życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane” (Syr 15,16–17). On dał pierwotne przykazanie: „Żyj!”. Dlatego kolejną wskazówkę zdradzi psalmista: „Błogosławieni, którzy zachowują Jego pouczenia i szukają Go całym sercem” (Ps 119,2). Życie wlewa się w ciebie przez duszę i to przez nią Bóg je w tobie odnawia. Jeśli decydujesz się szukać Go w każdej chwili, posłuchaj słów Apostoła: „Głosimy tajemnicę mądrości, mądrość ukrytą (…) jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. (…) objawił to przez Ducha, [który] przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego” (por. 1 Kor 2,6–10). Przeczytaj to zdanie jeszcze raz i szukaj objawiających się tajemnic w najistotniejszych działaniach, które podejmujesz w ciągu dnia. Tam jest Duch Święty przenikający wszystko w otchłani twojego życia i głębi Bożego Życia. Ten sam Duch. Kiedy przyjmujesz sakramenty, On odnawia i napełnia twoje działanie, świętym działaniem – łaską.
Idź dalej. Posłuchaj Kazania na Górze, które głosi Mądrość Wcielona. Wchłaniaj słowa, które otwierają zakazy i nakazy Prawa na przestrzeń tajemnicy nowego życia. To już nie jest system czy światopogląd, to nie nałożony kaganiec, ale wewnętrzna moc, którą rządzi Miłość tajemnicza i największa. To właśnie tą Miłością masz się stawać. Od teraz, w każdej sekundzie.
Być może do końca życia będziesz pielgrzymem do Świętej Mądrości. Być może. Ale zawsze, zanim zaczniesz jej słuchać, klękaj przed Nią.
Stanisław Nowak OP




Mt 5, 17-37


Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.
Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
Słyszeliście, że powiedziano przedtem: «Nie zabijaj»; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu «Raka», podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar twój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.
Słyszeliście, że powiedziano: «Nie cudzołóż». A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już w swoim sercu dopuścił się z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.
Powiedziano też: «Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy». A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę, poza wypadkiem nierządu, naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa.
Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: «Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi». A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi".

12.02.2011

sobota, 12 lutego


Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. (Mt 4,4b)

głodni spragnieni
bezdomni obcy
więźniowie chorzy
wyklęci

oto nowa klasa Ewangelii
arystokracja Jezusa
oto Jego wcielenie
na dzień sądu
najbardziej ostateczne

(rewolucja Jezusa, Janusz St. Pasierb)

Mk 8, 1-10

Gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: "Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka".
Odpowiedzieli uczniowie: "Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?" Zapytał ich: "Ile macie chlebów?" Odpowiedzieli: "Siedem". I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy te siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać. Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił. Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.

11.02.2011

piątek, 11 lutego


Nauczyć się słuchać Boga, nauczyć się z Nim rozmawiać.
Czuję jakbym nadal był głuchy, jakby odejmowało mi mowę.

Zabierz mnie, Mistrzu, do Efrem, i pozwól tam z sobą pozostać,
gdzie ciszy dalekie wybrzeża opadają na skrzydłach ptaków,
jak zieleń, jak fala bujna, nie zmącona dotknięciem wiosła,
jak koło szerokie na wodzie, nie spłoszone cieniem przestrachu.

Dzięki, żeś miejsce duszy tak daleko odsunął od zgiełku
i w nim przebywasz przyjaźnie otoczony dziwnym ubóstwem,

Niezmierny, ledwo celkę zajmujesz maleńką,
kochasz miejsca bezludne i puste.

Bo jesteś samą Ciszą, wielkim Milczeniem,
uwolnij mnie już od głosu,
a przejmij tylko dreszczem Twojego Istnienia,
dreszczem wiatru w dojrzałych kłosach.

(17, Karol Wojtyła)


Mk 7, 31-37

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął Go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: "Otwórz się". Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: "Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę".

10.02.2011

czwartek, 10 lutego


NADZIEJA to zbyt mało. Wiara czyni w nas dobro. Wiara leczy, tych którzy zbłądzili.
Ale jak wykazać się wiarą? Modlitwą? Za mało. Wiarą kobiety z dzisiejszej Ewangelii? Tak! Ona wierzyła ponad wszystko. Uwierzyła Jezusowi.
Mój problem polega na tym, że ja chcę wierzyć, ale wciąż działam po omacku. A potem potykam się o kolejne przeszkody. Niektóre stawiają inni, ale wiele jest moim dziełem, a inne wytworem wyobraźni. Poranionej, ukierunkowanej na przegraną, a nie sukces. Sukces normalnego życia.
Co z tego, może ktoś powiedzieć, że stawiasz sobie pytania, a potem sam udzielasz odpowiedzi? Co z tego wynika? Widać, że niewiele?! A gdybym tego nie robił, gdybym nie szukał, nie chciał się podnieść, tylko leżał nadal w bagnie, w które sam się wpędziłem?
Samo chciejstwo, to za mało! Tak, wiem. Tak, rozumiem. Ale sam zrobiłem tyle, a o pozostałe życie proszę też innych. O ich obecność, bliskość. Nie wirtualną, nie gestem zgotowaną. Rzeczywistą i prawdziwą.
W taką, w którą można wierzyć, a nie mieć tylko nadzieję.


Mk 7, 24-30

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.
Odrzekł jej: "Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom". Ona Mu odparła: "Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci". On jej rzekł: "Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę". Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.

09.02.2011

środa, 9 lutego


Z serca, z sumienia, z duszy płynie i dobro i zło. To tam jesteśmy ukryci, to tam jesteśmy mali i wielcy.
Problem z tobą polega, że ty za dużo nad tym WSZYSTKIM myślisz – usłyszałem, te słowa jak wyrzut, jak oskarżenie. Najpierw padło raz, a potem powtarzali inni, nie przebierając w słowach.
Ta charakterystyka nie czyni mnie wyjątkowym. Czyni mnie zatraconym. Zatraconym w poszukiwaniu.
Szukam w książkach, w rozmowach, w zdjęciach, w obrazach, w muzyce i ciszy.
Nie wierzę, że Jezus użył słów I wy tak niepojętni jesteście?. Tak nie mówi nauczyciel cierpliwy, tak mówi belfer bez pokory.
Nie wierzę w wiele słów w Piśmie. Gdy traktuję je tylko jako literaturę śmieję się i wzruszam. Gdy myślę o Piśmie jako Księdze Mądrości, też wraca mi radość wymieszana ze smutkiem. Najczęściej myślę więc o Piśmie jako zbiorze wspomnień i wskazówek. Używam błahych słów, ale nie potrzeba tu NICZEGO więcej. Najważniejsze jest, to co wypływa z serca.



Mk 7, 14-23

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: "Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha".
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: "I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala". Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: "Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym".

08.02.2011

wtorek, 8 lutego


Czy nakazem bożym jest celibat? Czy Jego przykazaniem jest życie w samotności? Czy to Jego wybór za wiernych uznawać tych, którzy mają Boga na językach a nie w sercu?
Nie chcę i nie mogę dzisiaj używać swoich słów. Muszę je zastąpić poezją, prozą, czymkolwiek odszukanym na kartach książek. Nie z lenistwa lecz gniewu własnych słów. A ten gniew pokornie gaszę lekturą i cichnę nadzieją.

Godzić się na oddalenie
Jak się wstaje do dnia świątecznego.
Przechodzić przez cierpienie
Jak się przyjmuje kochającego.
Myśleć o niewidzialności
Jak się czeka na przesłanie.
Wsłuchiwać się w milczenie
Jak się wróżbę rozdziera.
Przyjmować własną niemoc
Tak jak się cud odbiera.
Patrzeć na swą bezradność
Jak się odkrywa gwiazdę.
Smutek od siebie odgarnąć
Jak się napina żagiel.
Nieść pustych rąk wymowę
Jak wznosi się kielich w górę.
Iść przez ziemie jałowe
Jak się zbliża do źródeł.

(*** s. M. P. tłum. Anna Kamieńska)


Mk 7, 1-13

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieumytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.
Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: "Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?"
Odpowiedział im: "Słusznie prorok Izajasz powiedział o was obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad, podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie".
I mówił do nich: "Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: «Czcij ojca swego i matkę swoją» oraz: «Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie». A wy mówicie: «Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie», to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki: I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie".

07.02.2011

poniedziałek, 7 lutego


DOTKNĄĆ. ZROZUMIEĆ. CHCIEĆ.
Dotknąć Jezusa. Jego dzieła. Jego słów. Sensu Jego istnienia. Cierpienia.
Zrozumieć dzieło, słowa, sens. Cierpienie.
Chcieć dotknąć i zrozumieć.
Dotknąć samego siebie. Zrozumieć samego siebie. Chcieć nie cierpieć. 


Mk 6, 53-56

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.
Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

06.02.2011

niedziela, 6 lutego


Drogowskaz dla kapłanów. Ale czy tylko? Światłem może być każdy, kto nosi w sercu Jezusa. Ja wciąż w cieniu. Wciąż w drodze.


Ty jesteś
ale i ja jestem drogą
kiedyś gładką
teraz wyboistą
przeszło przeze mnie tyle ludzi
niektóre stopy dotykały mnie lekko
inne deptały twardo

Ty ciągle przeze mnie przechodzisz
jestem drogą Twojej nadziei
jestem Twoją drogą
jestem Twoją drogą trudną
znaczoną jagodami ciemnej krwi
z wyrytą w kurzu poszarpaną bruzdą

kiedy upadasz przeze mnie
wtedy jesteśmy najbliżej
czuję jak bije umęczone serce
zanim się zdążysz poderwać
żeby iść dalej we mnie

jestem Twoją drogą krzyżową
jestem Twoim skrzyżowaniem dróg

(Droga, Janusz St. Pasierb)




Mt 5, 13-16


Jezus powiedział do swoich uczniów: "Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.
Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie".

05.02.2011

sobota, 5 lutego


W tłumie tkwi siła, w tłumie jest przegrana.
Przeraża mnie tłum. Boję się go jak grzechu. Nie ma w nim nic co by mnie uwiodło. Jestem pełen lęku. W każdym człowieku jest dobro. W każdym tłumie jest zło. A Pan ulitował się nad tłumem. Bo jeżeli udało mi się nawrócić chociaż jednego grzesznika, to czyż nie było warto?

Niepodlegli nicości, podajemy dalej
niebotyczne pismo obłoków,

podawajmy je z ust, do ust.

(Podajcie dalej, Ryszard Krynicki)


Mk 6, 30-34

Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: "Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco". Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

04.02.2011

piątek, 4 lutego


W strachu Heroda jest naturalność, jest nasza codzienność.
Nie zabiłem nikogo. Na pewno nie ciałem. A słowem? Te słowa śmiertelne, raniące wracają jak sztylety. Nakłuwają, tną. Oczyszczają sumienie czy je pogrążają?
W zachłanności, przebiegłości, gniewie Herodiady jest początek i koniec planowania grzechu. Zysk jest wszystkim czego pragniemy, więc planujemy jak go osiągnąć, nie bacząc często na nic i nikogo.
W pragnieniach Heroda jest zwierciadło naszych pragnień. Żądzę nie liczą się z ofiarami.
Czy jesteśmy aż tak źli? Jakie mam prawo używać liczby mnogiej i oceniać innych? My – to także ja. Ja to także wy. Wiem, co piszę. Dlaczego rozumienie słów, nie opamiętało mnie przed czynami, przed grzechem?



Mk 6, 14-29

Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: "Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim". Inni zaś mówili: "To jest Eliasz"; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: "To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał".
Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: "Nie wolno ci mieć żony twego brata". A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: "Proś mnie, o co chcesz, a dam ci". Nawet jej przysiągł: "Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa". Ona wyszła i zapytała swą matkę: "O co mam prosić?" Ta odpowiedziała: "O głowę Jana Chrzciciela".
Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: "Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela". A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swojej matce.
Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

03.02.2011

czwartek, 3 lutego


Wezwać do nawrócenia, to za mało.

Czasami myślę że jestem próbą
eksperymentem przed większym zadaniem
które przeznaczy Bóg nieznanej z istot
choć nie ma dla niej nawet szkicu planu

I w tym pokrzepienie: bo chociaż On
wiedzie w najkrwawsze mnie retory
gdzie składam siebie na ofiarę
ale już Anioł schodzi do cierpiącej

i umęczoną – bez ziemskiej nadziei -
unosi się w eter: w doskonalsze kręgi
i stąd pociecha: nawet opuszczony
przez krew – liczysz się w przestworze

szczegół Wielkiego Projektu

(*** Tomasz Soldenhoff)


Mk 6, 7-13

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi. I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. "Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien".
I mówił do nich: "Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich". Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

02.02.2011

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO

Oddać się opiekę Pana, służyć, słuchać, rozumieć.
Czy tak właśnie robimy, gdy decydujemy się ochrzcić nasze dzieci? Czy wtedy ofiarowujemy je Panu? Czy one tego chcą? Czy Pan tego potrzebuje?
Czy chrzest poza wymiarem symbolicznym ma jakikolwiek sens? Czy nie przymuszamy narodzonych do własnych wyborów? Jakie mamy prawo decydować o życiu innego człowieka? A jeżeli on nie chcę, jeżeli zdecyduje później?
Stawiam te pytania, trochę prowokacyjnie, trochę z przekory. Nie będę na nie odpowiadał przez następne sześć akapitów. Napiszę coś, co wyjaśnia moje postrzeganie wiary.
Chrzest, to symbol. To decyzja. To wybór. To obowiązek. Decydując się ofiarować swoje dziecko Bogu, muszę i chcę zrobić wszystko, aby poznawało ono Pana i nauczyło się z Nim rozmawiać. Mam słabe wyniki z tego egzaminu. Córka mieszka daleko stąd, Syn bywa u mnie. Ale to bywanie staram się zamienić w czas święty, znaleźć słowa własne i w odpowiednich książkach, by tłumaczyć synowi, dlaczego został ofiarowany Bogu i jak wielkie jest miłosierdzie Pana.
Te rozmowy wyciszają nas obu, dają wytchnienie w codziennej gonitwie. Tymi rozmowami dbam o siebie, o niego, ale nigdy nie chcę, aby zapomniał o Ojcu w niebie.
Co z tą wiedzą zrobi w przyszłości?
On i Pan zdecydują.


Łk 2, 22-40

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: "Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu". Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:

"Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju,
według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela".

Koniec krótszej perykopy

A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu".
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.
Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.