26.11.2010

piątek, 26 listopada

Twoje słowa są wieczne. Nie zawsze je rozumiem, nie zawsze się z nimi zgadzam, ale nie znam innego tak dobrego człowieka ja Ty, Jezu.
Gdyby zapomnieć, że jesteś Bogiem? Gdyby traktować Cię jak jednego z nas, jak przyjaciela? Może byłoby łatwiej, może byłoby prościej?
Boskość jest nieosiągalna. Nie jest dla człowieka do ogarnięcia. Nie silę się na transcendentalne przeżycia, chcę ujrzeć w Tobie człowieka z krwi i kości. Nie tego, którego zamordowano na krzyżu. Ale tego co jadł, pił, śmiał się, który był cieślą. Chciałbym w Tobie Jezu dostrzec człowieka, który potrafi płakać, który nie naucza i poucza, ale który rozmawia i słucha. Który nie mówi mi jak mam żyć, a takiego, który mówi po co mam żyć. I aby nasz rozmowa nie była banalna jak niedzielne kazania, lecz była szczera.
Chciałbym mieć w Tobie przyjaciela, nie z obrazka, nie z krzyża, nie z Pisma. Przyjaciela od serca. Jezu, takim bym Cię chciał.


Łk 21, 29-33

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść: "Patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa. Gdy widzicie, że wypuszczają pączki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą".

25.11.2010

czwartek, 25 listopada

Moja wersja ponownego przyjścia Chrystusa jest zupełnie inna. Zbawieni się obudzą, potępieni zasną. Nie będzie mordów, będzie niebo.
Zawsze zachwalałem pióro świętego Łukasza. Ceniłem go za spokój i wyważone opinie, a ta Ewangelia straszy – jest niczym, o czym pisałem przed rokiem, obrazek z książki dla złych dzieci. Ale złych dzieci się nie bije, im się tłumaczy. A dobre się prowadzi.
Czekam przyjścia Pana, ale w spokoju, a nie z lękiem. Wystarczająco boję się codzienności.


Łk 21, 20-28

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane.
Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą. 
Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. 
Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie".

24.11.2010

środa, 24 listopada

Gdzieś, daleko stąd, nadal umierają za Ciebie ludzie. Są prześladowani, bo głoszą Twoje imię. A tutaj? Tutaj nadużywamy go. Nie doceniamy Twojej wielkości i Twojego miłosierdzia.
Postanowiłem. Wraz z końcem tego tygodniem kończę moje publiczne rozważania nad Pismem. Nie oznacza to, że zaprzestanę czytać.
Koniec roku liturgicznego, to koniec mojego ekshibicjonizmu. Moja dusza jest wystarczająco pokaleczona, koniec zadawania ran sobie i innym. Więcej czynów, mniej słów.



Łk 21, 12-19

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.
A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie".

23.11.2010

wtorek, 23 listopada

Zapowiedź końca mnie nie przeraża, to to tylko zapowiedź – ale jaki naprawdę będzie koniec?
Świata – coraz mniej mnie to obchodzi, mój – wieszczę go sam. Mam tylko jeden dylemat. Dotyczy od mojego wypalonego życia duchowego.
Otóż kończy się niebawem rok liturgiczny, rozpocznie kolejny. Moje codzienne czytanie Pisma rozpocząłem rok temu. Wszystko ma swój początek i swój koniec, chyba i Ten okres powoli czas zakończyć. Bóg mi pomógł, ja nie pomogłem Bogu.


Łk 21, 5-11

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: "Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony".
Zapytali Go: "Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?" 
Jezus odpowiedział: "Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: «Ja jestem» oraz: «nadszedł czas». Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać; ale nie zaraz nastąpi koniec". 
Wtedy mówił do nich: "Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie".

22.11.2010

poniedziałek, 22 listopada

Moją ofiarą jest moje życie. Nie leży, nie pasuje, jak zły garnitur pije i uwiera.
Nie pasuję do tego świata.
Ja się już nie użalam. Mam po prostu dosyć. To może przez listopad, to może przez depresję, to może naturalne, ale nawet nie wiem kiedy zaczynam ryczeć. Siedzę, idę, biegnę a łzy same kapią. Nie potrafię się powstrzymać, nie potrafię zahamować.
Wdowa wrzuciła dwa pieniążki i Bóg to docenił. Co uczynić mam ja?


Łk 21, 1-4

Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki.
I rzekł: "Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie".

21.11.2010

JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA

Jezusie Chrystusie, Synu Boga Ojca w Duchu Świętym ukryty.
Mam do Ciebie tylko jedną prośbę: obudź mnie. Nie wiem już co dobre, a co złe. Przestałem rozróżniać barwy. Powoli tracę wzrok, odbiera mi mowę, słyszę tylko ciszę.
Jezu, ufam Tobie (wciąż).


Łk 23, 35-43

Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: "Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym". Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: "Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie". Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: "To jest król żydowski".
Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: "Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas". Lecz drugi, karcąc go, rzekł: "Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił". I dodał: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa". 
Jezus mu odpowiedział: "Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju".

20.11.2010

sobota, 20 listopada

Gdyby nie było zmartwychwstania – cóż warte były moje próby?!
Na sensie Królestwa Bożego opierają się moje starania, moje rozjemy i kompromisy. Żyję wciąż, bo wierzę, że warto, że trzeba, że należy.
Ojcze nasz, któryś jest w niebie – powiedz, że TO PRAWDA? Że moje wątpliwości są zbędne, a wiara potrzebna.



Łk 20, 27-40

Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: "Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: «Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu». Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę".
Jezus im odpowiedział: "Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. 
A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa «Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją". Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: "Nauczycielu, dobrze powiedziałeś", bo o nic nie śmieli Go już pytać.

19.11.2010

piątek, 19 listopada

Dzisiaj niewielu słucha Ciebie z zapartym tchem, a jeżeli nawet, to tylko słucha...
I ja pewnie zaliczam się do tego grona. Słucham, a żyję, a raczej wegetuję według nie zasad, lecz z przypadku. Nie ma we mnie już siły i mocy. Nie ma we mnie pokory. Nie ma we mnie chęci. Jest we mnie pustka i nawet nie jestem w stanie zmusić się, aby pójść do świątyni.
Stoję w miejscu? Nie, cofam się i to mnie właśnie przeraża.


Łk 19, 45-48

Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: "Napisane jest: «Mój dom będzie domem modlitwy», a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców".
I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.

18.11.2010

czwartek, 18 listopada

Zapowiedź zburzenia Jerozolimy. Zapowiedź trwogi czy początku budowania?
Pismo jest pełne niezrozumiałych skrótów, nasycone słowami, które do nas dzisiaj nie docierają. Namówiłem ostatnio kilku studentów do czytania Pisma. Przez tydzień. Codziennie. Nie wiem czy mnie okłamali, ale powiedzieli, że przeczytali; - I co? - zapytałem gorączkowo. Odpowiedzi były pokrętne, wydumane, zmyślone. Żadnej cennej uwagi. Widziałem ich zniecierpliwienie. Prędko chcieli skończyć temat. Nie dawałem za wygraną: - A czy coś was urzekło? I tu padła tylko jedna odpowiedź: - Pewność siebie Jezusa.
To nie jest pewność siebie. To nie jest pycha. To jest pewność miłości, wiary. To jest pewność życia. To jest pewność zmartwychwstania.


Łk 19, 41-44

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: "O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.
Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia".

17.11.2010

środa, 17 listopada

Jestem na dole. Zszedłem po schodach ze szczytu, który chciałem osiągnąć. Wszystko okazało się ułudą.
A, więc nie czuję się na siłach, by mnie straszono. Chcę dobrej rady, chcę przestać się bać. Chcę poczuć, chcę oddychać. Chcę czerpać z życia.
Niosę swój krzyż i nie mam do Ciebie Boże żalu, ale dzisiaj słowa Pisma nie przynoszą mi ukojenia. Drażnią mnie. Szczerze przedstawiam Ci mój ból. Nie silę się na rozwiązywanie zagadek, szukania alegorii i poważnego rozważania. Czuję zmęczenie tym bojem. Tym życiem.
Nie poddaję się, ale proszę o kompromis, o rozejm, o szansę.


Łk 19, 11-28

Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.
Mówił więc: "Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: «Zarabiajcie nimi, aż wrócę». Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami». 
Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. 
Stawił się więc pierwszy i rzekł: «Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: «Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami». 
Także drugi przyszedł i rzekł: «Panie, twoja mina przyniosła pięć min». Temu też powiedział: «I ty miej władzę nad pięciu miastami». 
Następny przyszedł i rzekł: «Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył i żąć, czegoś nie posiał». 
Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał». 
Do obecnych zaś rzekł: «Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min». Odpowiedzieli mu: «Panie, ma już dziesięć min». Powiadam wam: «Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach»". Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.

16.11.2010

wtorek, 16 listopada

Zacheusz. Ktoś kiedyś powiedział, że jestem podobny do Zacheusza. Mylna to opinia.
Oczywiście, tak jak i on jestem grzesznikiem. Tak, jak i on zwróciłem się ku i do Boga. Ale na tym podobieństwa się kończą. A zaczyna morze różnic.
Nie tylko, że nie jestem bogaty i nie mam czego rozdać, ale we mnie nie ma tak silnej wiary jak w Zacheuszu. On rzucił wszystko, by zdobyć wszystko. Ja rzuciłem niewiele, a pragnę góry przenosić.
Wciąż we mnie tyle pychy, tyle wątpliwości i tyle rozterek. Zacheusz był wielki, choć niewielkiego wzrostu.
Czekam kolejnego dnia, kolejnego świadectwa. Innym, a także swojego...


Łk 19, 1-10

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: "Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu". Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: "Do grzesznika poszedł w gościnę". 
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: "Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie". Na to Jezus rzekł do niego: "Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło".

15.11.2010

poniedziałek, 15 listopada

Siedzę przy drodze, żebrzę i ślepnę. Ulituj się nade mną, Jezu.
On został wysłuchany. Ja wciąż nie. Dzięki Bogi, wiem dlaczego. W niewidomym z Pisma, było czyste serce, była gorliwa wiara. We mnie wszystko na opak.
Ale jest dla mnie i we mnie nadzieja. Nadzieja, która musi wypłynąć z mojego serca – to pragnienie, żebym chciał przejrzeć, abym chciał zrozumieć. Nie tylko zagadywać Boga, ale Go słuchać i postępować zgodnie z Jego słowami.
Przejrzeć, to jest zadanie, to jest cel, to jest droga. Jedyna? Tak!


Łk 18, 35-43

Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi.
Wtedy zaczął wołać: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" 
Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Odpowiedział: "Panie, żebym przejrzał". Jezus mu odrzekł: "Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła". Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

14.11.2010

niedziela, 14 listopada

Nie jestem wytrwały, lecz życie swoje chcę ocalić.
Prześladują wiernych Bogu, ale i wierni Bogu prześladują innych. Świat zwariował i nie chce się zatrzymać.
Ja przystanąłem. Rozglądam się. Brakuje mi pomysłów na przyszłość, a więc najczęściej sięgam po przyszłość. Ranię sam siebie. Nie chcę już ratować świata, chcę uratować siebie. Nie obmyślam swojej obrony, bo nie jestem przygotowany na karę. Chcę nagrody. Nagrody lepszego życia.



Łk 21, 5-19

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: "Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony". Zapytali Go: "Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?"
Jezus odpowiedział: "Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: «Ja jestem» oraz: «Nadszedł czas». Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec". 
Wtedy mówił do nich: «Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie".

13.11.2010

sobota, 13 listopada

Wiarę odnajdziesz Panie na ziemi, lecz szczerości, uczciwości i pokory wciąż mało.
Tak – uznaję się za wierzącego. Ale nie znajduję dla siebie rozgrzeszenia za moje przewiny. Za manipulowanie innymi, za pychę, za kłamstwa. Nie wystarcza mi spowiednik. Nadal czuję się podle i źle. Nie pomaga modlitwa. Potrzebuję rozmowy. Potrzebuję wysłuchania. Potrzebuję drugiego człowieka.


Łk 18, 1-8

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: "W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi.
W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: «Obroń mnie przed moim przeciwnikiem». Przez pewien czas nie chciał. 
Lecz potem rzekł do siebie: «Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie»". 
I Pan dodał: "Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"

12.11.2010

piątek, 12 listopada

Barwna, epicka opowieść końca i początku. Prościej brzmi to tak: każdy dzień może być początkiem, każdy może być końcem.
Często mam wrażenie, że zagaduję Słowo. Pismo. Że mam w sobie tyle pychy, że wszystko wiem lepiej, a skoro wiem lepiej, to wyznaczam nowe drogi – tak przynajmniej mi się wydaję. Ułuda.
Pismo czasami może wydawać się archaicznym zbiorem nakazów i wskazówek. Ale to też ułuda. Pismo ma swoją moc, bo ciągle zadziwia i wciąż przypomina: POSTARAJ SIĘ BYĆ LEPSZYM. WARTO.



Łk 17, 26-37

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich.
Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich: tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. 
W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. 
Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona". Pytali Go: "Gdzie, Panie?" On im odpowiedział: "Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy".

11.11.2010

czwartek, 11 listopada

Królestwo Boże nie jest psychodelicznym przeżyciem, nie jest krótkotrwałym stanem. Jest celem. Jest cudem.
Wśród kilku mężczyzn – byłem tam i ja – pijących wódkę, nagle pojawia się otrzeźwienie, bo jeden z nich dowiaduje się, że jego żona wylądowała w szpitalu. Nagle przypomniał sobie, że miał być od trzech godzin w domu, a tydzień wcześniej mieli rocznicę ślubu, o której zapomniał. Żona wyzdrowiała, on rzadko piję. Pamięta o rocznicach i powrotach do domu. To jest Królestwo Boże pośród nas.
Wśród kliku znajomych – byłem tam i ja – toczy się dyskusja polityczna. Rozdajemy sobie razy i używamy tanich, populistycznych chwytów. Dzielimy włos na czworo i każdy uważa się za mądrego. Nie ma w tym zabawy, jest zacietrzewienie. Nagle dochodzi do tragedii pod Smoleńskiem i wydaje się, że wytrzeźwieliśmy, zrozumieliśmy, opamiętaliśmy się. Mija kilka miesięcy i... jest jeszcze gorzej. To nie jest brak rozsądku. To głupota, która pokazuje, że dla wielu katolików Królestwo Boże, to psychodeliczne przeżycie, taki narkotyczny sen, a życie jest życiem...
Mąż zrozumiał. Tłum ogłupiał.
Jeden jest w niebie, miliony w piekle życia.


Łk 17, 20-25

Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: "Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: «Oto tu jest» albo: «tam». Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was".
Do uczniów zaś rzekł: "Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: «Oto tam» lub: «oto tu». Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie".

10.11.2010

środa, 10 listopada

Dostrzegać łaskę Pana, zauważać Jego dary.
Wiem jedno i powtarzam to od miesięcy. Nie wierzę w przypadki. Często protestuję, ale to wszystko ma jakiś sens i cel. To nie może wiecznie trwać, ale gdy nadejdzie właściwy moment, ważne jest, by go nie przegapić, nie zlekceważyć. A przede wszystkim znać umiar w radości z nowej chwili. Nie zapominając tego co było, pamiętając komu to zawdzięczamy.
Wątpię, by ktoś kiedykolwiek nazwał mnie Samarytaninem, ale ważne, abym ja nazwał to co mnie czeka DAREM OD BOGA.
Wciąż wierzę i wciąż mam nadzieję.


Łk 17, 11-19

Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: "Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami".
Na ich widok rzekł do nich: "Idźcie, pokażcie się kapłanom". A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. 
Jezus zaś rzekł: "Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec". Do niego zaś rzekł: "Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła".

09.11.2010

wtorek, 9 listopada

Coraz mniej mnie przed ołtarzem, częściej goszczę Cię w sercu.
Nie potrafię się skupić podczas mszy. Nie potrafię słuchać. To – w ogóle moja wada. Ale w kościele słuchać nie wystarczy, w kościele trzeba być obecnym ciałem i duchem. Ja ostatnio nie potrafię.
Jestem nieobecny. Łatwiej mi rozmawiać z Jezusem w pustym przedziale pociągu, na peronie, podczas długich moich wędrówek.
W kościele dosięga mnie jakiś, nienazwany jazgot. Coś i ktoś mi wciąż przeszkadza. Czuję się czasami jakbym naprawdę był na targowisku, a nie w domu Ojca.
Nie obwiniam innych. Winy szukam w sobie. A może po prostu mam taki etap w relacji z Bogiem. Kolejny. Ważne, że zupełnie się od Niego nie oddaliłem...


J 2, 13-22

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie, oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: "Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska". Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: "Gorliwość o dom Twój pożera Mnie".
W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: "Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?" Jezus dał im taką odpowiedź: "Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo". Powiedzieli do Niego Żydzi: "Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?" On zaś mówił o świątyni swego Ciała. Gdy zatem zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.

08.11.2010

poniedziałek, 8 listopada

Żałujesz? Przebaczam ci. Żałuję. Przebaczasz mi?
Jest w nas tyle zawziętości, zapiekłości, gniewu. Słowa głoszone to jedno, słowa czynione to już zupełnie inna historia.
Historia, który dotyczy nas wszystkich codziennie. Jesteśmy egoistami, perfidnymi, małostkowymi draniami. Można nas zaprosić do auli pełnej studentów. Będziemy wiedli prym. Ale nie warto nas zapraszać do domów, zepsujemy życie innym.
Piszę w liczbie mnogiej, bo czuję odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale za osoby, które są w moim sercu, głowie, ale niestety są tak dalekie ode mnie, że tylko moje nawoływanie, które odnoszę i do siebie, jest możliwe. Rozmowa stała się tematem tabu.
Nie stać mnie, ciebie na gest pojednania, bo dostrzegamy sztuczność tej celebry. Pojednać musimy się najpierw ze sobą. W pojedynkę, dopiero potem możemy zawalczyć o prawdziwe, uczciwe przebaczenie.


Łk 17, 1-6

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu na szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych.
Uważajcie na siebie. Jeśli brat twój zawini, upomnij go; jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: «Żałuję tego», przebacz mu". 
Apostołowie prosili Pana: "Przymnóż nam wiary". Pan rzekł: "Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna".

07.11.2010

niedziela, 7 listopada

Uwielbiam przewrotność tej Ewangelii.
Przewrotność, bo jakże oddaje ona małość człowieka. Jedna kobieta – siedmiu mężów, a czyją będzie w niebie? Infantylność człowieka – w tym oczywiście moja – w pojmowaniu Boga jest zabawna. Stawianie takich pytań, jak to saduceuszów, to powszechna praktyka w sporze z Bogiem. A co będzie jeśli, a co będzie gdy??? Dzieci, które bawią się życiem.
Uwielbiam przewrotność tej Ewangelii, bo ukazuje ona też doskonale miałkość codziennych rozważań. Lituję się nad sobą, szukam zrozumienia, dzielę włos na czworo (i wiem, że będę to robił dalej) – a jakie ma to znaczenie, jeżeli nie pojmę istoty wiary. Jakie? Żadne.
Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. A gdzie ja teraz jestem? Jestem zawieszony w świecie między życiem a wyborem, między śmiercią a rozwiązaniem. Jeżeli tak ochoczo deklaruję miłość do Boga Ojca, to czas na przebudzenie, a raczej wybudzenie.
Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.


Łk 20, 27-38

Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: "Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: «Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu». Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta.
Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę". 
Jezus im odpowiedział: "Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. 
A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa «Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją".

06.11.2010

sobota, 6 listopada

Tak służyć mamonie nie można. Ale bez tej mamony ciężko służyć Bogu, zwłaszcza gdy jest się pysznym, tak jak ja.
Od wielu dni, co dzieje się notorycznie, zastanawiam się – jak ja dotrwam do końca tego miesiąca. Sterta niezapłaconych rachunków, wezwań i gróźb. Modlitwą tego nie załatwię. Oszustwem też nie. A pomysłów brakuje, tak samo jak mamony.
Wiem, jest tu kilku śmiałków, którzy doradzą mi cierpliwość. W dobrej wierze napiszą – Bóg jest miłosierny. Tak, to prawda. Tylko co to ma do rzeczy.
Cierpliwość moja jest aż rozpasana, gorzej z tymi, którym jestem winien pieniądze. Miłosierdzie Boże to fundament naszej wiary, ale nie moneta, którą mogę pokryć swoje zobowiązania.
Jestem rozdarty, załamany, zły. Zły na siebie, bo sam sobie zgotowałem sobie ten los.
Słowa Pisma to wielkie drogowskazy, a mi wystarczyłby zwykły, prosty pomysł. Pomysł na dalsze życie.


Łk 16, 9-15

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków.
Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny: a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobra kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? 
Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował: albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie". Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. 
Powiedział więc do nich: "To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych".

05.11.2010

piątek, 5 listopada

Roztropność, to czy cwaniactwo? 
Też wpadam na pomysły szalone, obliczone na zysk i podszyte manipulacją. Jeszcze nie tak dawno wprowadzałem je w życie. Dzisiaj karcę się za samo myślenie, złe myślenie. Bo gdy myślę o sobie i przewidzianym zysku, zastanawiam się natychmiast nad stratą tych, których ma dotknąć mój plan.
Wolę cierpieć sam. Wolę dmuchać na zimne i przewidywać. Szaleństwo ogarnia mnie, gdy fotografuję, piszę wiersze lub sztuki. Wtedy jestem roztropny. Staram się nie przekraczać granic. Ranię najwyżej siebie.
Zarządca zmniejszył dług wierzycielom swojego pana, nie dlatego, że był łaskawy. Cały zamysł polegał na egoizmie. Gdy straci prace, wie, że będzie mógł wykorzystać dług wdzięczności. To nie jest roztropne, to jest nieuczciwe.


Łk 16, 1-8

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: «Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą».
Na to rządca rzekł sam do siebie: «Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mnie zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mnie ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu». 
Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: «Ile jesteś winien mojemu panu?» Ten odpowiedział: «Sto beczek oliwy». On mu rzekł: «Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz pięćdziesiąt». Następnie pytał drugiego: «A ty ile jesteś winien?» Ten odrzekł: «Sto korców pszenicy». Mówi mu: «Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt». 
Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła".

04.11.2010

czwartek, 4 listopada

Ja, grzesznik wciąż słucham Ciebie, wciąż Ciebie szukam.
Zagubiłem się dawno. Staram się odnaleźć. Poukładać życie, ale wciąż są to próby nieudane. I mam wrażenie, że nikt mnie nie szuka. To ja sam muszę się odnaleźć.
Nie wiem czy się nawróciłem. Czasami nawet zastanawiam się – Cóż to znaczy? Łamię słowa i myśli. Dzielę prostacko włos na czworo, bo gdy patrzę na innych, którzy mają Ciebie za nic, a świat mają u stóp, wtedy z zazdrości i w gniewie, klnę. Wściekam się.
Wiem, każdy ma swoją zapłatę. Każdy ma swój czas. Każdego można odnaleźć. Kwestia czasu.
Czas nie jest dla mnie łaskawy. Przecieka mi przez palce. Stoję w miejscu i patrzę na swoje życie i pytam: dalej? Tak, pytam i nic nie słyszę. Rozmowa z samym sobą zaczyna być uciążliwa. Ma znamiona choroby.
Nie proszę o Znak. Proszę o odnalezienie. Moja cierpliwość jak wiara jest chwiejna.



Łk 15, 1-10

Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.
Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: "Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi". 
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: "Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła». 
Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. 
Albo jeśli jakaś kobieta mając dziesięć drachm zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam». 
Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca".